czwartek, 23 lipca 2020

Absurd zakończenia

O tym, jak to zakończenie mnie zawiodło

Znamy się od dziecka

Seria książek o Harrym Potterze każdego z nas tutaj przeprowadziła przez nie-takie-znowu-piękne życie tytułowego bohatera i jego przyjaciół – Hermiony Granger i Rona Weasley. Wraz z nimi przeżywaliśmy przygody w świecie magii, walcząc z czarnymi magami i poznając nowe, zadziwiające aspekty świata magii.

Jednak… Czegoś w tym opisie brakuje. Poprzez tysiące stron doświadczaliśmy coraz więcej zła ze strony świata, który miał być czymś dobrym; odkrywaliśmy dwuwymiarowe myślenie społeczeństwa, wyrafinowanie gloryfikowanego mentora i brak chęci do przyjęcia najważniejszych faktów przez nauczycieli, tak chodzi tutaj o profesor Umbridge i jej odrzucenie wiadomości, że Czarny Pan powrócił. Bo przecież uczeń sam się zabił w tym labiryncie, prawda?


Walczyliśmy z nimi

Wszystko to dzielnie znosiliśmy wraz z nimi, walczyliśmy potem i łzami o lepsze jutro dla nich, a potem wspólnie cieszyliśmy się sukcesem lub opłakiwaliśmy straty. Kibicowaliśmy podczas sporów z nauczycielami, powiedzmy na drugim roku, gdy Fordem Anglią staranowali wierzbę bijącą. Wstrzymywaliśmy oddechy jak lekkomyślnie, niezdając sobie sprawy, w co się pakują, wyruszyli do Ministerstwa Magii, ponieważ Harry miał przeczucie. A potem traciliśmy, ale wciąż mieliśmy nadzieję, to się liczyło najbardziej. Nadzieja, że jutro będzie lepsze niż wczoraj.


Dzieci wojny

Harry, Hermiona, Ron, Ginny, Draco, Astoria i wiele, wiele innych, zbyt dużo, by ich wymieniać, to dzieci wojny. Ich pierwsze nawet nie 20 lat życia toczyło się wokół powstrzymania wojny i życia w strachu, że kolejnego dnia mogą się nie obudzić. Czy jest ktoś pośród nas, kto nigdy nie był zdziwiony tym, że Harry tak beztrosko mówi o Slytherinie? Że wychwala dwie najgorsze osoby (zaraz po rodzinie Dursley, oczywiście) w swoim życiu? Przecież oni nie zrobili nic, by odciągnąć go od jego losu. Snape wyżywał się na nim, ponieważ Lily go nie kochała, a Dumbledore hodował go jak świnię na rzeź. Ślizgoni przez wszystkie siedem tomów traktowali Harry’ego jak ostatnie ścierwo; jasne, nie powinien straszyć własnego dziecka, jednak jego wypowiedź brzmiała zbyt… kwiatkowo.


Idylliczne zakończenie

Powiedzmy sobie szczerze, pewnie większość z was nie pochodzi z pokolenia Millenialsów, a tych młodszych. Epilog serii był jednak stworzony dla tych pierwszych, bo zakończenie brzmi pięknie, jakby ich marzenie się spełniło. Mają trójkę dzieci, dom i przyjaciół, bez echa wojny nad głową i strachem, że jutro obudzą się przy dźwięku rzucanych klątw.

To zakończenie było zbudowane przez dawne pokolenie, gdzie to co osiągnął Harry, było ich marzeniem. A my? Młodsi? My musimy naprawić to, co oni zniszczyli, nie wiemy, czy osiągniemy wieku, w którym uda nam się nawet wynająć mieszkanie, bo będziemy zbyt zajęci uciekaniem przez zaburzoną gospodarką świata.


Artykuł zainspirowany opiniami z serwisu Tumblr


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Profesor Potter, jak cudownie to brzmi!

Tak, jest to nowa wersja niedokończonego artykułu. Have fun.