czwartek, 23 lipca 2020

JKR może i to napisała, ale nie ma racji w żadnej kwestii

Pierwszy artykuł o Rowling. Pewnie będzie więcej.

Krótko o tym, co zamierzam zrobić

Jakiś czas temu rozmawiałam ze znajomymi o tym, co zrobiła Rowling. Nie chodzi mi o niedorzeczne tweety czy obraźliwe wypowiedzi, a o serię, której wszyscy tutaj jesteśmy fanami. Seria uczy wszystkich, że rodzina, miłość i wzajemny szacunek są ważne i potrzebne, jednocześnie pokazuje różne typy osobowości, kreuje nietypowe postaci i… szufladkuje. No bo czym innym jest przydział, jak nie zaszufladkowaniem? Zapraszam na kilkanaście akapitów czystej irytacji.


Pan Bulwa nie był Puchonem (chyba)

Pewnie domyślacie się, że chodzi mi tutaj o Puchonów, których naprawdę szanuję! Jak to mawiają w kręgach internetowych – Puchon, Ślizgon dwa bratanki. Ale ja nie o tym. W oryginalnej serii Puchoni przedstawiani są jako ludzki ekwiwalent ziemniaka – cisi, lojalni (pewnie smaczni na grillu) i ogólnie nierzucający się w oczy, ale ważni w diecie obiadowej… Znaczy się dobrzy i pomocni przyjaciele. Czyli w sumie takie rozmemłane kluski, które wszyscy z góry skazują na porażkę.

Nie wierzę, że wszyscy zapominają o cechach tego domu. Wśród nich przecież mamy pracowitość, uczciwość, równość i pomocność, a do tego cała masa cech dobrego przyjaciela. Wiem, że patrząc na to od razu przychodzi do głowy pomysł, że nic dziwnego, że są potraktowani jak są w serii, bo przecież wojna, a na co w wojnie ktoś, kto nie wyobraża sobie kogoś skrzywdzić? Czy ja naprawdę muszę tłumaczyć, że ktoś, kto potrafi leczyć też jest ważny? Że ktoś, kto jest empatyczny też się przyda? Wykluczanie kogoś z powodu odmiennego sposobu działania czy rodzaju przydatności jest żałosne.

Znam kilku, a nawet kilkunastu Puchonów, którzy żałowaliby każdej śmierci w wojnie, a w obliczu braku większego wyboru zabiliby. Nie mówmy o nich jako słabych, bo słabi nie są. To jednostki obdarzone wolą walki ze wszystkim, co zaprzecza dobru ogółu. I tutaj widzimy to, co często źle akcentuje się porównując Hufflepuff z Gryffindorem – gdy Gryfoni są w stanie zaakceptować nieprzyjemności w drodze do celu, Puchoni nakażą znalezienie czegoś, co pozwoli pominąć element krzywdy czy bólu. Bo ważny jest nie tylko cel, ale i droga do niego prowadząca.

Osobiście czuję się bardzo źle z tym, że mam mało do powiedzenia w kwestii tego domu. Zawdzięczam do Rowling, która dała mi naprawdę mało informacji, bo przestałam już ufać Pottermore, gdzie znajdę więcej bzdur stworzonych na kolanie, by tylko ożywić trzy razy zmarłego trupa, jakim są jej książki. Jasne, fandom stworzył wiele portretów odważnych i potrzebnych Puchonów, ale nie każdy zgadza się ze wszystkimi, więc nie chcę, by ktokolwiek napisał do mnie z oburzeniem. Przepraszam.


Rycerze na białych koniach… lub hipogryfach

Chyba nietrudno się domyślić, że zamierzam mówić o ukochanych Gryfonach. Nie atakuję tutaj społeczności Gryfońskiej, a ich przedstawienie w serii, warto to zaznaczyć nim ktoś się na mnie rzuci. Bo Gryfoni przez Rowling są wychwalani i wywyższani, porównywani ze wszystkimi jacy to nie są świetni. Wiem, że wszystko widzimy z perspektywy Harry’ego, który jest spostrzegawczy jak cegła i wręcz indoktrynowany w pewien sposób przez Rona od początku ich znajomości. Od niego dowiadujemy się że Slytherin jest okropny i wychowuje złych ludzi, Puchoni to ciamajdy, a Krukoni zadzierają nosa; Harry jak idiota daje się wciągnąć w to myślenie, nie próbując nawet potwierdzić tych informacji, żyjąc w czarno-białym sposobie postrzegania świata, tak jak nauczył go Ronald.

Gryffindor to odwaga, męstwo, prawość i szlachetność, wiemy to wszyscy. Nie widzę tego co prawda w Huncwotach i ich wykreowanych przez fanów charakterach, ale to jest temat na inny moment. Jak to powiedział ktoś kiedyś w internecie: Gryfonów nie obchodzą zasady, część z nich nie dba nawet o ludzi, bo im chodzi o sprawiedliwość. I jako obserwator z zewnątrz mogę powiedzieć, że tak jest… W większości przypadków. Bo wiemy na czym polega przydział w WH, piszesz gdzie chcesz być i zazwyczaj tam trafiasz; chodzi o osoby, w których widać tego Gryfona, tą chęć walki o nie tyle równość, co właśnie sprawiedliwe traktowanie. W oczach Gryfiaków świat dzieli się na dobrych i złych, na czarne i białe, nie ma czegoś takiego jak odcienie szarości. Nie mówię, że to najlepszy sposób postrzegania świata, ale co ja mogę wiedzieć? jestem tylko ignoranckim Ślizgonem. No właśnie, Ślizgoni…

Gryffindor vs Slytherin to nudna już walka, trwa pewnie od zawsze i wciąż jest kontynuowana. Najciekawsze pewnie jest to, że doskonale rozumiem dlaczego te dwa Domy tak się nie lubią. Bo różnią się podejściem do jednej sprawy. Wiem, wiem, wygaduję bzdury, ale dajcie się wytłumaczyć! Nie pomijajcie reszty tego artykułu. Jesteście ze mną dalej? Super. Więc ta różnica to nic innego jak właśnie Dom. Jak to powiedział dobitnie J. Lancaster: “Gryffindor chce zbawić wszystkich razem ze sobą”, a Slytherin stawia dobro jednostki na pierwszym miejscu. Jeśli chodzi o podejście do jakiegoś zadania, Gryffindor wydaje się być personifikacją zwrotu “nie ważne jak, byle z efektem”, gdzie szuka pochwał na każdym kroku, po każdym działaniu szukając atencji by pochwalić się jak dobrze zostało coś wykonane. Natomiast Slytherin w tej kwestii odbieram bardziej jako ten, gdzie liczy się finał, gdzie “po trupach do celu” jest mantrą powtarzaną przez cały czas. Widać różnicę, prawda?

W tym momencie zostało mi powiedzieć tylko jedno – Gryfoni to nie altruiści. Nawet Harry. Poprzez pomoc innym miał cel, inni również. Altruizm pomaga poczuć się ze sobą dobrze, jest jedną z “odmian” egoizmu. Nie są altruistami, mają kompleks bohatera – uratować wszystko i wszystkich, potem pozbierać gratulacje.


Kochajmy Rowling i jej żałosne traktowanie elementów pobocznych

Ravenclaw z góry kojarzony jest z trzymaniem się zasad, książkami, odrabianiem zasad i chęcią pochłaniania wiedzy. Skreślmy to, napiszmy od nowa charakterystykę najbardziej zniekształconego przez publikę domu. Krukoni to mistrzowie nie odrabiania prac domowych, łamania zasad i bagatelizowania swoich własnych potrzeb na rzecz nauki. Dobrze słyszycie, nauki. Bo nauka składa się z prób i błędów, z szukania i eksperymentowania, a nie pisania niekończących się stert esejów na tematy, które nas nawet nie interesują.

Jest duże prawdopodobieństwo, że część Krukonów pasuje do tego stereotypowego myślenia i mam nadzieję, że nie czują się oni urażeni tą częścią artykułu. Bo nie mówię, że odrabianie zadań na czas nie jest ważne, ale są o wiele lepsze i bardziej skuteczne formy zdobywania wiedzy czy ekspresji samego siebie, bo może Was zaskoczę, ale jednymi z cech opisujących Ravenclaw są kreatywność i oryginalność. Nie ograniczajmy ich do plakietki “ten mądry”, bo większość z nich sięga wyżej.

W którejś z książek dowiadujemy się, że Krukoni ostro rywalizują o najlepsze oceny, jak możecie się już domyślić, był to pewnie komentarz stworzony na odczepnego przez J.K.R. by zapełnić lukę. Jako argument przeciwko temu mam dołączenie licznych Krukonów do Gwardii Dumbledore’a, w której nie chodziło o oceny, a o naukę; chcieli użytecznej, nieocenzurowanej wiedzy, nie kolejnej możliwości pokazania swojej wyższości na poziomie umiejętności.

Znam może jednego czy dwóch Krukonów osobiście i wiem, że potrafią zrobić wszystko by osiągnąć to, czego chcą. Każdy z nich ma wizję przyszłości, bliższej czy dalszej i nieustannie pracują nad tym, by ją spełnić, niezależnie od tego, jak wiele porażek ponoszą. W codziennym życiu są obserwatorami, nie wdają się w awantury i kłótnie póki nie znajdą powodu do tego, jednak nie chcecie być ich ofiarą, jeśli już zaczną mówić. Krukoni z mojego doświadczenia to osoby, które potrafią wgnieść w ziemię samymi słowami, wystarczy stanąć im na drodze lub pochwalić się wybitną głupotą.

Pamiętajmy, Krukoni to nie wiedza i wieczne kucie podręczników, a wiele, wiele więcej, choć nic z tego nie zostało należycie przedstawione światu, który wciąż wierzy w ogólnikową i stworzoną od niechcenia bajeczkę Rowling.


W oczekiwaniu na lincz, opowiem o moich braciach i siostrach

W ostatniej sekcji tego artykułu, za który pewnie zostanę spalona żywcem na stosie, powiemy sobie o Slytherinie i jak bardzo nienawidzę sposoby przedstawienia go w serii. W skrócie, Slytherin przez wszystkie siedem części odbierany jest jako siedlisko wszelkiego zła świata i wylęgarnia Czarnych Panów, co z tego że owych było aż trzech. Większość Slytherinu stanowili Czystokrwiści czarodzieje, więc oczywiście wychowani byli w poczuciu wyższości nad innymi, ergo, odbierani byli jako zadufane w sobie cegły niezdolne do uczuć wyższych i śpiące na górach galeonów. To ostatnie może i być poniekąd prawdą, ale hej! nie ocenia się ludzi z zewnątrz, nie znając ich życia; tworzenie obrzydliwych domysłach o życiu prywatnym osób, których się po prostu nie lubi i nie zna jest żałosne.

Ślizgoni jako jednostka zbiorowa stawiają dobro jednostki na pierwszym miejscu, jak już powiedziane było wyżej; wiadomym jest, że gdy zadba się o każdego z osobna, siła grupy będzie większa. Wychowankowie Slytherinu wierzą w siłę wspólnoty, ale nie odkładają na bok indywiduum, bo jednak każdy pracuje na własną przyszłość. Cechą, którą opisany jest Slytherin w kanonie jest ambicja, która pcha do przodu niezależnie od opinii publicznej, jak inaczej mogliby wszyscy funkcjonować pod niekończącym się ostrzałem w postaci obelg?

Pogadam moment o tej ambicji, jeśli tylko mi pozwolicie. Ambicja nie musi dotyczyć jedynie ambitnych planów, wielkich przedsięwzięć, może mieć coś wspólnego z pragnieniem nauką malarstwa czy prowadzenie pamiętnika przez wszystkie lata nauki. Nie wszystko kręci się wokół przyszłości, tak jak nie każdy Ślizgon musi być tym złym. Będę o tym przypominać tak często jak tylko będę w stanie, bo mało kto to jeszcze pojmuje, a minęło już dwadzieścia lat od pierwszej publikacji serii na polskim rynku.

Gdybym miała wybrać ulubioną cechę mojego Domu, byłby to pewnie spryt, ale też zaradność, bo ta para może uratować życie, ale jest też idealnym narzędziem by dużo zrobić, a się nie narobić. Z resztą, każdy powinien czasem ruszyć trochę mózgiem i postarać się zrobić coś w łatwy i szybki sposób, a nie martwić się godzinami pracy nad pojedynczą rzeczą. I nie każcie mi zacząć rozwodzić się nad tym, jak bardzo nieudolnie piętnowane są te cechy w porównaniu z innymi domami. Te dwie (czasem dorzuca się ambicję, więc trzy) cechy stawiane są często jako dowód bycia złym, okrutnym, potwornym i tysiąc innych synonimów. Jak bardzo trzeba być bezmózgim by tak uważać? Te cechy posiada każdy gloryfikowany superbohater z popkultury, a ich jakoś nie wytyka się palcami i przede wszystkim nie mówi się o nich, że sprowadzą na społeczeństwo jedynie cierpienie. Podwójne standardy są naprawdę niepotrzebne w naszym, skomplikowanym już wystarczająco, świecie.

Jako że już sam tytuł mówi o JKR chcę zakończyć kilkoma słowami o niej. Nie zgadzam się z jej przedstawieniem Slytherinu, czego raczej się już domyśliliście. Opisany sposób traktowania Ślizgonów przez wszystkie części i przez każdego możliwego bohatera, którego chciała, byśmy polubili, to najniższy punkt jej osoby, zaraz po jej Twitterze. Dumbledore i dodawanie punktów Gryffindorowi, jak na złość odbierając moment chwały i radości Ślizgonom, którzy przez cały rok ciężko pracowali na ten Puchar. Niekończące się wyzwiska ze strony Gryfonów. Brak zaufania ze strony Hagrida. To wszystko pewnie miało pokazać jakąś inną stronę tych postaci, ale jestem pewna że dało się to zrobić bez poświęcania jakiegoś elementu, który mógłby młodym ludziom, którzy dopiero poznają tą historię znaleźć oparcie na postaciach, które reprezentują to, kim są, a nie mogą tego zrobić bo od razu są piętnowani. Jasne, coraz mniej, jednak wciąż to trwa i będzie kontynuowane póki Rowling będzie reprezentować sobą to, co reprezentuje.


Ostatnie kilka słów

Ten artykuł mógłby wyglądać inaczej, treść mogłaby być inna ale stwierdziłam, że nie będę się ograniczać i napiszę coś, co prawdopodobnie skończy się wejściem na czarną listę u wielu z Was. Ten dział polega na wyrażaniu mojej opinii i zamierzam to utrzymać; możecie myśleć inaczej, nie zgadzać się ze mną, a nawet stać murem za JKR, ale to nie ma znaczenia. Napisałam co napisałam, jestem z tego dumna, bo jest szansa, że choć jedna osoba zmieni swoje myślenie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Profesor Potter, jak cudownie to brzmi!

Tak, jest to nowa wersja niedokończonego artykułu. Have fun.