czwartek, 23 lipca 2020

Geniusz Insygniów

Ale w sumie całe Insygnia to świetna książka

Trzeba przyznać, Rowling się postarała

Ostatnio ustaliliśmy, że zakończenie serii to jakiś nieśmieszny żart, jednak skupmy się na całości ostatniej książki. “Insygnia Śmierci”, wielka podróż, zakończenie wojny i przygody oraz ostateczna Bitwa o Hogwart, brzmi ekscytująco. A co jeśli sama treść, prowadzenie akcji i aspekt literacki całej powieści jest  naprawdę fascynujący?

Wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że J.K.Rowling pisze świetnie, potrafi tworzyć spójne i ludzkie postaci, ale jej geniusz rozciąga się też na wspomnianą warstwę prowadzenia akcji. Jeśli się naprawdę skupicie, możecie dojrzeć czarno na białym, że cała siódma część tak naprawdę jest stworzona na bazie poprzednich siedmiu części w odwrotnej kolejności! Genialne!


Zacznijmy od początku… A może od końca?

W każdym razie, nawet sam początek książki jest kalką jej zakończenia, ale pomińmy ten aspekt, bo to podchodzi pod gdybanie. Nasze Złote Trio spędza czas w Norze, planują wyprawę, myślą nad tym, jak zniszczyć horkruksy, co ma swoje przełożenie na zajęcia Harry’ego z Dumbledorem. Później idą sobie do Ministerstwa Magii, czy to nie brzmi znajomo? Wizyta w Ministerstwie, brzmi jak powtórka Zakonu Feniksa. Harry ratuje kogoś Patronusem, ostatnio był do Dudley i na początku książki, wychodzi na to, że w ciągu zaledwie kilkunastu stron, udało się autorce streścić prawie tysiąc poprzedniej części, to się nazywa talent!


Ministra odwiedził, teraz czas na zabawę… no, prawie

Po piątej części naturalnie musi być czwarta i tutaj jest mój ulubiony fragment fabuły. Pamiętacie Turniej Trójmagiczny? Tak, chodzi o zadania. Najpierw nasza Trójca znajduje się na terenach zielonych i szuka skarbów, prawie jak akcja z labiryntem i szukaniem pucharu. Potem, Harry idzie popływać, bez większego przygotowania – oto drugie zadanie w pigułce. Potem jest sobie smok i z nim walczą, na szczęście nie jest to znowu Rogogon Węgierski.
Trzecia część prezentuje się w formie dowiadywania się sporej ilości rzeczy i ataku Śmierciożerców wraz z Fenrirem Greybackiem, brzmi podobnie to przemiany Lupina w Więźniu z Azkabanu, prawda?

Niedługo po starciu znajdujemy się w Malfoy Manor, której właściciel pierwszy raz przedstawiony został właśnie w drugiej części. Tutaj też żegnamy Zgredka, który ginie z rąk Bellatrix rzucającej nożem – widać tutaj odwołanie do zabicia Bazyliszka, z tą różnicą że długość ostrza chyba została dopasowana do wielkości przeciwnika. Druga część wprowadziła też słowo “szlama”, kierując je w stronę Hermiony, w siódmej części jest to ponowione z ust Bellatrix Lestrange.


Światełko na końcu tunelu

Oto i upragnione zakończenie, koniec wojny i cierpienia. No i powtórka z pierwszej książki. W oryginale dowiadujemy się o nieudanym włamaniu do Gringotta, którego sprawca nigdy nie został złapany. Tutaj mamy Złotą Trójcę włamującą się do skarbca bez większych konsekwencji. No i dalej mamy już tylko Bitwę o Hogwart. Proste i genialne zarazem! O zakończeniu się nie wypowiem, opinię już znacie z poprzedniego numeru.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Profesor Potter, jak cudownie to brzmi!

Tak, jest to nowa wersja niedokończonego artykułu. Have fun.