Drugi post o JKR, tym razem czepiam się szczegółów
Joasia, coś ty narobiła
Jak widać po tytule…
...zajmiemy się dzisiaj kwestią samej Rowling. Wyraziłam swoje zdanie o jej personie już w kilku artykułach, nie szczędząc gorzkich słów. Pewnie pośród osób czytających to znajdują się takie, które wciąż jej ufają i trzymają za nią murem, ale nie jestem w stanie dbać o to mniej, naprawdę. Pora na kilka minut czytania o tym, co mnie irytuje w autorce książek, które trzymają nas tutaj razem.
Zacznijmy od czepiania się szczegółów
Jak zaczynamy od szczegółów to z przytupem, bo Rowling autentycznie nie myśli co robi. Pamiętacie historię o tym, jak wydalono Hagrida? Hodował sobie małe wilkołaczątka pod łóżkiem… czy to nie dziwne że trzymał dzieci w Hogwarcie? I to cudze? Bo jakby nie patrzeć, mały wilkołak to dziecko, a nie zwierzątko, ale wychodzi na to, że zbyt trudnym jest wymyślenie kolejnego magicznego zwierzątka; nie mógł jednorożców hodować? Nauczyciele interweniowali i pewnie bardzo szybko oddali dzieciaki rodzicom…
Jak już o nauczycielach mowa – McGonagall, moja ulubienica, o której już się ode mnie nasłuchaliście wystarczająco. Parę lat temu, gdy Rowling jeszcze nie wskrzeszała naszego zmarłego trzy razy trupa, przeczytałam, że McGonagall miała męża, wiem, przerażająca myśl. A tu nagle przychodzi okres rozkwitu Pottermore i dowiadujemy się, że Minerwa miała bardzo nieszczęśliwe życie miłosne, że nic jej nie wychodziło i tak dalej. Kiedyś uwielbiałam JKR, ale potem nagle zaczęła tworzyć takie śmieciowe informacje.
Zmiana zdania podczas tworzenia jakiejś powieści czy uniwersum jest czymś normalnym, wiem to z doświadczenia. Jednak zmiana zdania – nawet drobniutka – kilka lat po publikacji? To nie wygląda dobrze. Pewnie nikt nie wie o co mi chodzi, więc powiem to jeszcze raz, ale inaczej: Tiara Podziału i jej (prawdopodobne) błędy. Prawdopodobne w tym znaczeniu, że w sumie już nie wiadomo czy jej się zdarzają czy nie, bo raz można przeczytać, że nie zrobiła żadnego błędu w całej karierze, a raz, że popełniła ich “zaskakująco mało”. Więc… Jak w końcu jest? Nie chcę tutaj mówić o całej sprawie z “czasem ocenia za wcześnie”, bo akurat z tym nie ma co dyskutować. I wiem, że to naprawdę szczególik ale nie mogłam się powstrzymać. Jeśli się trochę zamyślić, można dojść do wniosku, że wystarczyłoby użyć innego słownictwa, bo wiemy, że oceniła za wcześnie – czy Pettigrew w Gryffindorze to błąd? Nie, bo jedenastoletni dzieciak był kimś innym niż ten dorosły.
Tak już zupełnie inną drogą, chciałabym tylko wspomnieć o malutkim, tycim fragmencie, z którym łączy się też moja ulubiona scena szóstego filmu serii. Scena to moment, w którym Draco znajduje się w toalecie, a moment później zostaje powalony Sectumsemprą. Istniała sobie, można powiedzieć, teoria, zakładająca, że było to przed pierwszą przemianą w wilkołaka, ale! Rowling zaprzecza temu. Jednak, nie wiem czy pamiętacie, bo to było wspomniane w chyba jednym tylko zdaniu, ale Gadzia Twarz kazał Graybackowi… ugryźć dzieci Śmierciożerców. Nie wiem po co i na co, ale jednak teoria mogłaby mieć miejsce i w sumie byłaby o wiele ciekawsza niż – pożal się Boże – epilog, którego jak wiecie szczerze nienawidzę.
Asia i jej pomysły
Rozumiem chęć wskrzeszenia serii, która przynosiła znaczne profity przez kilkanaście lat, ale bez większego zastanowienia jestem w stanie wymienić co najmniej trzy lepsze sposoby, które nie zawierają w sobie serii Tweetów z bezsensowną zawartością. Znaczy drobne elementy, które absolutnie nie zmieniają fabuły są fajne i je lubię, np. data urodzin Syriusza to 3 listopada; ale po co mi wiedzieć, że Dumbledore był gejem? Patrząc na to, że cała afera z tymi tweetami działa się cztery czy pięć lat temu, do głowy przychodzi mi jedynie tyle, że chciała wybić się na fali legalizacji małżeństw jednopłciowych w różnych miejscach. I jeszcze słowa “Dumbledore nie doświadczył homofobii, bo w ŚM liczy się tylko magia” to aż krew mnie zalewa. Ona naprawdę chce mnie przekonać, że nienawidzący inności czystokrwiści czarodzieje nie doczepili się do niego? Że nie zmieszali go z błotem? I shit you not, zaśmiałam się, bo to naprawdę głupie z jej strony.
Trochę z innej beczki, ale wciąż w temacie Albusa. Mój ukochany dyrektor posiadał feniksa i ten feniks zniknął, gdy Dumbledore umarł. Gdzieś w odmętach sieci powstał pomysł, że Podrasowany Gołąb Pocztowy Dumbla jest jego horkruksem. Przyznajcie, że ma to sens i nie jest znowu takie durne. Ale niezależnie, jak bardzo by miało to sens, Joanne była nieprzekonana, a wręcz zszokowana tym. Zadziwia mnie fakt, że w odpowiedzi na wszelkie komentarze (a większość mówiła to co ja!) odpowiadała zdawkowo i nie starała się powiedzieć nic więcej niż “nie, nie mają racji”. Jasne, może i oznacza to, że naprawdę nie mają racji, ale no ja was proszę. Dumbledore wiedział czym są horkruksy, wiedział jak je zrobić i był na tyle potężny, by je posiadać. I mogę się założyć o lewą rękę, że miał na tyle dużo wrogów, by mieć poczucie potrzeby posiadania horkruksa. Ale na czym tam ja się znam, przecież ona to napisała i oczywiście że wie wszystko.
Dygresja klasyfikacji Snape’a
Wiem, że ten nagłówek jest zbyt poważny jak na styl moich artykułów, ale pomyślałam, że czasem wypada. Cała nieplanowana debata nazwana przez JKR “Snape: Good, Evil or What?” odbyła się w 2015 roku, niestety nie jestem w stanie dostarczyć cytatów, ponieważ spora część tweetów, na które odpowiadała Rowling jest już niedostępna.
Głównie całość opierała się na założeniu, że Severusa nie da się zakwalifikować według kategorii dobry/zły, bo wszystko robił z miłości do Lily, nienawiści do Jamesa, a na koniec to w ogóle pojechał po bandzie i postanowił pomóc Harry’emu, bo w sumie to jednak ze względu na matkę mu się należy. Stwierdzenie, że był “szary” wywołuje u mnie skręt żołądka – gość zasługuje maksymalnie na sprany, jak moje ulubione spodnie, odcień czerni, nie szarość. Bo szary to może być sobie taki Harry czy Dracze, a nie Sevi.
Jeden z niewielu godnych uwagi cytatów (których liczba jest naprawdę ograniczona) brzmi następująco: “Snape był dręczycielem, który kochał dobroć, którą wyczuwał w Lily, nie będąc w stanie jej naśladować.” Jasne, można to jakoś zrozumieć, ale że zachowywał się jak pięciolatek, któremu ktoś zabrał i zniszczył ulubioną zabawkę; ale pewnie, miejmy do niego szacunek i wybaczmy mu sześć lat gnębienia, bo to wszystko wina nieszczęśliwej miłości.
Snape był tchórzem. Zaczynam ten akapit z grubej rury, bo mam prawo i czuję potrzebę mocnego przekazania tego stwierdzenia. Uciekł w ramiona Albusa, ze strachu był podwójnym szpiegiem (może i był wdzięczny za uratowanie, ale to tylko podejrzenia) i nie zapominajmy o wiecznej nienawiści do Jamesa Pottera, bo był zbyt przerażony myślą, że mógł zostać odrzuconym przez kobietę. Na bazie tego mogę powiedzieć, że nie ufam ludziom, którzy twierdzą, że Snape walczył w imię Lily o to, w co ta wierzyła. Uwierzcie, są takie osoby, przeczytałam kilkaset komentarzy pod Tweetami Rowling i było ich przerażająco wręcz dużo. Jednak wśród nich znalazły się głosy zaprzeczające, na które Joasia ochoczo odpowiadała, gorąco zaprzeczając, że Sevi nie zmarł śmiercią samolubną, bo na koniec wciąż dbał o miłość swego życia. Miłość swego życia… Raczej pierwsza przyjaźń, którą zniszczył własną głupotą. Ale jasne, marudźmy o tym przez całe życie, zamiast coś tym zrobić. Jestem wręcz pewna że przeprosiny i kilkanaście książek załatwiłoby sprawę.
Jest jeden fragment w artykule, który dostarczył mi większość materiałów, z którym mogę zgodzić, ale oczywiście z komentarzem, w skrócie: Snape nie może być świętym, ale nie może być też diabłem, ale zasługuje na wybaczenie i Harry, nadając swojemu dziecku jego imię, miał nadzieję, że zostanie mu wszystko wybaczone.
Harry, moja ulubiona cegła i kluska z kompleksem bohatera. To już jest coś, ale pasuje w durnowatość głównego bohatera i proszę się tu nie obrażać na mnie, bo to szczera prawda. Harry, jako główny bohater serii ma wszystkie cliche cechy: kompleks bohatera, małą ilość racjonalnego i logicznego myślenia oraz naprawdę wysoką chęć do życia; brzmi typowo i to aż za bardzo, ale no nie mógłby być zbawcą, gdyby ich nie posiadał. Ale wróćmy do tematu. Harry, chcąc uratować pamięć “świetnego człowieka” spełnił swoją powinność bohatera z kompleksem… bohatera. To brzmi źle ale mam rację. Hej, rozumiem chęć popełnienia przez Rowling ratunku dla bohatera “którego nie można oceniać w kontekście dobry/zły bo większość z nas jest taka jak ona” ale mogła tego nie zrobić i nawet naprawiłaby w jakimś stopniu – ten bardzo niepotrzebny i kompletnie pomylony – epilog.
Na koniec
W moim umyśle ten artykuł wyglądał inaczej, ale podoba mi się. Mam nadzieję, że był na równym poziomie co inne. Od razu przepraszam za niezbyt ładne słowa określające mój stosunek do epilogu serii, samą opinię już znacie, nie chcę się powtarzać.
Życzę Wam miłego ostatniego miesiąca wakacji i do zobaczenia wkrótce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz